JAK TO SIĘ STAŁO

Rok temu Piotrek wracał ze swoim synem do domu. Prowadził samochód. nagle zatrzymał się… i wtedy zatrzymało się dla niego wszystko. Doznał rozległego wylewu. Z trudem uniknął śmierci, ale jego życie nigdy nie będzie już takie samo. Piotrek został w znacznym stopniu sparaliżowany. Potrafi nieznacznie ruszać lewą ręką i nogą. Przestał być samodzielny. Stracił zdolność mowy. Nie stracił świadomości.

Piotrek ma 44 lata, żonę Agnieszkę i dwójkę dzieci: Oliwia (14 lat) i Dawid (10 lat). Do czasu  wypadku zajmował się utrzymaniem domu i rodziny. Dzisiaj sytuacja rodziny jest bardzo trudna.

Od kilku miesięcy, dzięki dobrym sercom przyjaciół i rodziny udało się przewieźć Piotrka do kliniki rehabilitacyjnej w Tajęcinie. Rozpoczął długą walkę o powrót do minimalnej nawet sprawności. Droga ta będzie nie tylko długa ale i kosztowna. Miesiąc pobytu to koszt ok 15 tysięcy złotych.

Udało nam się zgromadzić tyle środków, aby zapewnić pobyt Piotrka w klinice do świąt. Co potem? Próbujemy, szukamy i prosimy wszystkich o każdą możliwą pomoc. Każda kwota to szansa dla Piotrka. Jeśli możesz – proszę – pomóż.

Dziękujęmy.

Rodzina i przyjaciele.